W nocy z wtorku na środę na miejscu walki z pożarem pojawili się minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, wojewoda lubelski, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej oraz dyrektor Lasów Państwowych.
Po odebraniu meldunków od służb szef MSWiA poinformował, że w akcję gaśniczą zostały zaangażowane znaczne siły straży pożarnej, zaś od środy planowane są loty dronów, które sprawdzą, gdzie nadal pojawiają się zarzewia ognia.
– Do dyspozycji pozostają zarówno śmigłowiec Lasów Państwowych, jak i śmigłowiec Policji, a w razie potrzeby kolejne jednostki powietrzne mogą zostać włączone do działań. Wszystko odbywa się pod stałym nadzorem sztabu i w koordynacji z odpowiednimi służbami – mówił minister.
Z informacji przekazanych przez Kierwińskiego wynika, że sytuacja na miejscu stabilizuje się, pożar przestał się rozprzestrzeniać. Na bieżąco będzie jednak monitorowana.
W swojej wypowiedzi szef MSWiA odniósł się również do tragicznego wypadku, do którego doszło podczas akcji gaśniczej. Jak podkreślił, "spodziewamy się udziału Komisji Badania Wypadków Lotniczych oraz prokuratury, które będą ustalać potencjalne przyczyny tej tragicznej katastrofy".
– Pilot, który zginął, był doświadczony i miał duże kwalifikacje – poinformował minister.
Pożar wybuchł we wtorek po godzinie 15:00 w okolicach miejscowości Kozaki w gminie Łukowa, na terenie Nadleśnictwa Józefów. Bardzo szybko rozprzestrzenił się na styku trzech powiatów: biłgorajskiego, zamojskiego i tomaszowskiego. Ogień przyjął formę tzw. pożaru wierzchołkowego, obejmując korony drzew i błyskawicznie zajmując kolejne obszary leśne. Według najnowszych szacunków, mógł zająć nawet 250 hektarów.
Źródło: DoRzeczy.pl / x.com
