Marian Turski urodził się w 1926 roku jako Mosze Turbowicz w Druskiennikach w rodzinie polskich Żydów. Kiedy wybuchła wojna, wraz z rodziną trafił do łódzkiego getta. Później członkowie jego rodziny zostali wywiezieni do Auschwitz. On sam został deportowany do obozu w 1944 roku. Marian Turski przeżył marsz śmierci do Buchenwaldu, cztery miesiące później kolejny do Theresienstadt.
Po wojnie mieszkał w Warszawie. Działał w młodzieżowej organizacji PPR. Pracował w dziale prasowym PZPR, a od 1958 r. kierował działem historycznym tygodnika "Polityka".
Szerokim echem odbiło się jego przemówienie wygłoszono w Auschwitz podczas uroczystości 75. rocznicy wyzwolenia obozu. – Auschwitz nie spadło z nieba – mówił Turski. – To się wydarzyło, to znaczy, że się może wydarzyć, to znaczy, że to się może wydarzyć wszędzie – przekonywał.
Dalej były więzień obozu podkreślał, że przyzwolenie na takie nieludzkie działania rodzą się z obojętności. – Zaczynamy się oswajać z myślą, że można kogoś wykluczyć, stygmatyzować, kogoś wyalienować – tłumaczył. – Istotą demokracji jest to, że większość rządzi, ale demokracja na tym polega, że prawa mniejszości muszą być chronione. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek władza narusza przyjęte umowy społeczne, już istniejące. Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny – podkreślał Turski.
Turskiego pożegnał m. in. prezydent Andrzej Duda. "Odszedł Marian Turski – ocalały z Auschwitz, świadek Holokaustu i strażnik pamięci, który dawał osobiste świadectwo młodym pokoleniom, aby nigdy więcej nie powtórzyła się tragedia Zagłady. Konsekwentnie mówił o potrzebie kształtowania wrażliwości na zło. Cześć Jego pamięci!" – napisał w serwisie X.
Źródło: X
