Zabłysła nadzieja na zadośćuczynienie zadawnionych krzywd. Leśniki – walka o każdą piędź ziemi

2020-05-02, 21:50
Oceń ten artykuł
(10 głosów)
Myjnia samochodowa wtargnęła na teren dawnych leśnickich posiadłości Myjnia samochodowa wtargnęła na teren dawnych leśnickich posiadłości fot. Tygodnik Wileńszczyzny

W pierwszych dniach kwietnia posłowie z ramienia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin Czesław Olszewski i Zbigniew Jedziński zarejestrowali w Sejmie RL projekt poprawek do dwóch artykułów (12 i 21) ustawy (nr VIII-359 5) o przywróceniu obywatelom praw własności do zachowanych nieruchomości.

Zdaniem polityków AWPL-ZChR, potrzeba nowelizacji ustawy zrodziła się z uwagi na liczne problemy związane ze zwrotem własności ziemskiej, zwłaszcza w miastach powiatu wileńskiego. Jedną z propozycji jest wprowadzenie dodatkowej metody rekompensaty za ziemię wykupowaną przez państwo, czyli kompensowanie niezwróconej ziemi lasem. Tymczasem kolejna – zwrot ziemi w naturze prawowitym właścicielom państwowych gruntów na obszarach miejskich, wydzierżawionych przez prywatny biznes – pozwoli wyrównać możliwości mieszkańców miast i wsi na odzyskanie ojcowizny. W myśl zgłoszonej poprawki, niezabudowane grunty będą zwrócone od razu, a na ziemię zabudowaną zostaną odtworzone prawa do własności i od razu, zgodnie z procedurami zatwierdzonymi przez rząd, zostanie przepisana umowa dzierżawy między dzierżawcą a prawowitym właścicielem. Tymczasem stawki i warunki dzierżawy nie ulegną zmianie.

Umocnić równość konstytucyjną

W opinii lidera partii Waldemara Tomaszewskiego, który osobiście brał udział w przygotowaniu tej zmiany legislacyjnej, przyjęcie powyższych poprawek pozwoli umocnić konstytucyjną równość wszystkich byłych właścicieli.

Gwoli przypomnienia, dotychczas przywracanie własności, również pod budynkami, obowiązywało jedynie na terenach wiejskich.

– Na wsiach, grunty, na których znajdują się fermy, budynki przemysłowe, gospodarcze itd., są właścicielom zwracane, użytkownik ziemi podpisuje z nowym właścicielem umowę dzierżawy i wynajmuje ziemię lub za porozumieniem stron, wykupuje ją. Niestety, przepis ten nie obowiązuje w miastach. Jest to oczywiste łamanie Konstytucji, ponieważ nie wolno obywateli i ich prawa do własności segregować ze względu na miejsce zamieszkania – stwierdził podczas konferencji prasowej w Sejmie RL Waldemar Tomaszewski.

Wniesione poprawki zakładają, że ziemia w miastach zajęta przez prywatne przedsiębiorstwa i dzierżawiona od państwa, musi być przepisana na nazwisko nowego właściciela, jeśli posiadał on na tych obszarach ziemię w naturze. Według polityka, dla przedsiębiorców nie będzie różnicy, od kogo wydzierżawią działkę na takich samych warunkach, zaś państwo na tym tylko zyska, ponieważ nie będzie musiało płacić rekompensaty za niezwróconą ziemię.

Projekt wspomnianych poprawek do rzeczonej ustawy był zgłaszany już dwukrotnie, lecz za każdym razem był odrzucany, ponieważ, jak podkreślił Tomaszewski, stoją za tym potężne mafijne interesy.

Czas na zmiany

Na zatwierdzenia powyższych propozycji z nadzieją oczekuje wielu mieszkańców Wilna, którzy od ponad dwudziestu lat walczą o ojcowiznę w obrębach litewskiej stolicy, a tymczasem ich ziemię zajmują obskurne poradzieckie budowle lub powstają nowoczesne biurowce czy stacje paliwowe. Jedną z takich osób jest Maria Królikowska, reprezentująca Leśniki, dawną wieś leżącą nad prawym brzegiem Wilii nieopodal Centrum Wystawienniczego „Litexpo”, od oka przechodnia przesłonioną żelbetonowymi konstrukcjami mostu prowadzącego na Leszczyniaki.  

– To bardzo ważne, że politycy Polacy starają się, żeby przynajmniej w jakimś stopniu wynagrodzić ludzkie krzywdy, przecież ubiegamy się o to, co nam się prawnie należy. Na ziemi moich przodków nie stoją jakieś budynki, pod którymi ziemię moglibyśmy zwrócić, lecz w tych okolicach ogólnie rzecz biorąc rdzennym mieszkańcom ukradziono dużo ziemi. A to kawałek pod stację paliwową, a to kawałek pod biurowiec… – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” pani Maria, która o spuściznę po dziadku Rafale Ślidziewskim ubiega się już ponad ćwierć wieku. – Byłam w Wilnie 46. petentką, która złożyła wniosek o przywrócenie prawa do własności. Mój dziadek w Leśnikach, gdzie ja też się urodziłam, wyrosłam, nadal mieszkam i Bóg da, że tutaj też umrę, miał 9 ha ziemi. Mieli je po nim odziedziczyć dwaj synowie – Rafał i Henryk, mój ojciec, którzy razem na tej ziemi gospodarzyli. Z czasem jednak lista pretendentów wyrosła, więc dla mnie przypadło w udziale 1,5 ha ojcowizny – przybliża sprawę wilnianka, zamieszkała przy ulicy Miškinių. Niestety, z należących się połaci Maria Królikowska na razie odzyskała tylko część własności. Do zwrotu nadal ma niespełna hektar ziemi.

Wspomnienia z nutką nostalgii

Jak wynika ze słów pani Marii, w dawnej sznurowej wsi Leśniki przed wojną zamieszkiwało 17 gospodarzy, którzy łącznie władali ok. 180 ha ziemi. Dzisiaj grono spadkobierców tych połaci urosło prawie do stu. Ziemie leśnickich właścicieli ciągnęły się wzdłuż Wilii aż do Dolnych Ponar, sięgały okolic, gdzie obecnie stoi Szpital Pogotowia Ratunkowego. Graniczyły z ziemiami innej wsi – Szałtuny, oddalonej od Leśnik o 1 km i sąsiadującej z parkiem Zakret. To na szałtuńskiej ziemi jeszcze za radzieckich czasów wybudowano słynne „Litexpo”, które z latami skrawek po skrawku rozszerzało swoje włości kosztem interesów prawowitych spadkobierców tych gruntów.

– Moja mama Antonina, z domu Wiszniewska, pochodziła właśnie z Szałtun, ale jej rodzice ziemi nie mieli. Dysponowali niedużym kawałeczkiem ziemi przy domu, akurat naprzeciwko letniej estrady w parku Zakret. Pamiętam z lat dziecięcych, jak rodzice kopali kartofle na polu, gdzie dzisiaj się znajduje szpital Pogotowia Ratunkowego w Leszczyniach. Ja piekłam na rozżarzonych węglach kartofle i tak mi się chciało je czym prędzej z tego żaru wygrzebać i zjeść… – śmieje się, z nostalgią wspominając również i te miłe chwile, kiedy z koszykiem biegało się po borowiki do lasku porastającego pagórki w Leszczyniakach. Dalej, gdzie dzisiaj stoi kościół, był folwark pana Sadowskiego. Tutaj też mieściła się szkoła początkowa, w której uczył się brat naszej bohaterki.

Kiedyś te tereny były zwykłą wsią, przedmieściem Wilna. Według pani Marii, w tych okolicach nie było mostu przez Wilię. Na drugą stronę rzeki można było przepłynąć promem, na którym pracował właśnie jej ojciec. Mieszkańcy okolicznych miejscowości chcąc dotrzeć do centrum Wilna jeździli moszczoną kamieniami drogą przez Karolinki, Zwierzyniec, co oczywiście wymagało sporo czasu.

Dzisiaj gęsto zabudowana blokami mieszkalnymi, szklanymi budowlami dzielnica całkiem nie przypomina dawnej wiejskiej sielanki, z pasącymi się na łące końmi i krowami.

– Taki żal mnie ogarnia, gdy wszystko to wspominam, a nieraz widzę te obrazy nawet we śnie. Tu krajobraz szybko się zmienia, teren zabudowuje, a my z takim trudem musimy udowadniać, że nam też coś się należy – zaznacza rodowita mieszkanka Leśnik.

Udowodniona tożsamość

Aby zebrać potwierdzające własność ziemską dokumenty oraz udowodnić swoje pochodzenie, pani Maria musiała przejść prawdziwą gehennę: szukać dokumentów archiwalnych w Solecznikach, w gminie rzeszańskiej, do której, według jej słów, kiedyś Leśniki należały, przebrnąć przez trzy sądy. 

– Ostatecznie dokumenty znalazły się w archiwach wileńskich. Ale mój ojciec Henryk Ślidziewski, ochrzczony w kościele pw. św. Rafała w Wilnie, w radzieckich dokumentach został zapisany raz jako Georgij, innym razem jako Gieronim, przecież w języku rosyjskim takie imię, jak Henryk nie istnieje. Ja byłam córką Georgija, a mój rodzony brat Jerzy już był zapisany jako Gieronimowicz… A ponieważ dziadek zmarł w czasie wojny, to musiałam zaliczyć jeszcze jeden sąd i udowodnić, że dziadek nie żyje. Za dowód tego wystarczyły zdjęcia z cmentarza i zeznania świadków. Wiele miałam kłopotów, sama o wszystko się starałam i sporo mię to kosztowało, żeby rodzina odzyskała prawo do własności – opowiada Maria Królikowska.

Prawne zakamarki i perypetie

Gdy rozpoczęła się reprywatyzacja znacjonalizowanej przez Sowietów ziemi, Maria Królikowska nie była zameldowana w rodzinnym domu, gdyż miała osobne mieszkanie. A ponieważ ówczesne prawo nie zezwalało na posiadanie dwóch domostw, matka zapisała należną jej część w testamencie dla wnuka. Syn Marii z kolei nie posiadał prawa do ubiegania się o ziemię po dziadku, Henryku Ślidziewskim. Pani Maria musiała więc wykupić swoją część działki, na której stał rodzicielski dom, za czeki inwestycyjne.

– Wtedy ustawa zezwalała na zwrot tylko jednej 20-arowej parceli. Dom oficjalnie należał do mego syna i do brata, więc tyle nam i dano, mimo to, że rodzice przy domu mieli 30 arów. W końcu pozwolono mi wykupić te 10 arów, ale ponieważ przez działkę przebiegały sieci inżynieryjne do Centrum Wystawienniczego „Litexpo”, należały mi się jeszcze 2 ary. Zapłaciłam za nie, choć zwrócili tylko 10. Na kolejną część – 5 arów – kazano mi czekać, aż brat zwróci swoją własność. Brat się jednak nie śpieszył i załatwił papiery dopiero po 2002 roku. Znowu wszczęłam starania o należny mi skrawek ziemi przy domu – przybliża zagmatwane perypetie pani Królikowska. Ustawa, chociaż z pewnymi ograniczeniami, już zezwalała na zwrot ziemi nawet z przebiegającymi przez nią sieciami inżynieryjnymi. I tu się zaczęły przysłowiowe schody: jeżeli na zwrot problematycznych kilku arów (za które po części już było zapłacone) pozwalał stołeczny samorząd, to zabraniał wydział regulacji rolnych albo działo się na odwrót… Trwały kolejne sądy.

– Trudna była ta droga, a wszystko dlatego, że komuś ta działeczka była bardzo potrzebna. Po sąsiedzku działa myjnia samochodowa wybudowana na ziemi oddanej dla pewnego gospodarza pod dożywotnią dzierżawę. Gdy wreszcie pojawiła się szansa na odzyskanie kawałka ziemi dla mieszkańców Leśnik – co bardzo pilnie wspierali stołeczni radni z AWPL – zwróciłam się do reprezentującej nas w sądzie adwokatki Jolity Vilutytė, aby jak najprędzej napisała podanie o zwrot należnej nam działki. Niestety, ona tego nie zrobiła!... W czasie, gdy mecenas Vilutytė reprezentowała nasze interesy w sądzie, bardzo dużo straciliśmy – wyjaśnia z goryczą pani Królikowska.

Liczyć na swoich

– Czas pokazał, że w najtrudniejszych chwilach możemy liczyć tylko na swoich rodaków. Odkąd są we władzach stolicy, starają się nas wspierać. Kiedyś bardzo nam pomagał wicemer Jarosław Kamiński. Jestem też wdzięczna pani Danucie Narbut, wicedyrektor Administracji Samorządu Wilna, która pomogła mojej rodzinie wywalczyć spory kawałek ziemi. Jej, chociaż zajmuje wysokie stanowisko i nadzoruje zwrot ziemi w stolicy, niełatwo było cokolwiek zrobić, żeby nam pomóc. Co i rusz napotykała na różne przeszkody. A co dopiero mówić o takich zwykłych szarych ludziach, jak my, z którymi w ogóle żadne urzędy się nie liczą – utyskuje rozmówczyni gazety.

Zdaniem pani Marii, odzyskanie ziemi w stolicy jest możliwe, gdy się nią bardzo hojnie podzielisz z tymi, którzy stoją ponad prawem.  

– Proszę pani, mnie już dawno cała ziemia byłaby zwrócona, ale za dużo tych zer piszą kolejni „klienci”. Więc jeżeli można w Wilnie zwrócić ziemię za „zera”, to dlaczego nie można zrobić, tak jak nakazuje prawo?... – zapytuje prawowita spadkobierczyni gruntów nad Wilią.

Ziemia, to nie trawa…

Pani Maria nie ukrywa, serce ją boli, gdy widzi, że potomkowie dawnych właścicieli leśnickich nadziałów za bezcen sprzedają ziemię. I, jak powiada, dobrze, jeśli za uzyskane pieniądze nabywają jakąś nieruchomość, inwestują w biznes, gorzej, kiedy wszystko przeliczają na butelki.  

– Czasem ludzie nie rozumieją, że ziemia to nie trawa, nie odrośnie na drugi rok, dlatego trzeba ją szczególnie cenić – przestrzega. Część ziemi spadkobiercy leśnickich gruntów otrzymali na zasadach wspólnej własności. Za zgodą wszystkich te nadziały sprzedali i teraz powstają tam określone obiekty, np. został wybudowany sklep „Norfa”. Jednak do zwrotu pozostaje ciągle sporo nadziałów.

Dzisiaj przy ul. Miškinių pozostało już niewielu rdzennych mieszkańców. Pani Królikowska na swej działce wybudowała nowy dom, ale obok stoi jeszcze stuletni domek dziadków, w którym mieszka jej stryjeczna siostra. Z drugiej strony zabudowania Królikowskich sąsiadują z posesją brata Jerzego.

– Mam dwóch synów, więc mam dla kogo żyć i się starać. Jednemu synowi pomogłam wybudować dom, drugi syn też planuje w przyszłości pobudować się – zwierza się Maria Królikowska. Doświadczona życiem kobieta wierzy, że ludzie w końcu odzyskają swoją własność, choć, jak stwierdza, nie tak szybko to się stanie. A przekonanie to opiera na bolesnym przykładzie Leśnik, gdzie o każdą piędź ziemi trzeba stoczyć prawdziwy bój.

Miasto się zmienia, rozwija

– Spadkobiercy ziemi z Leśnik poprzez sąd na zasadach wspólnej własności otrzymali kawałek ziemi w Leszczyniakach, potem tę ziemię sprzedali i teraz budują się tam dwa nowoczesne budynki. Kiedyś było tam boisko futbolowe. To dla mnie zastanawiające, że gdy przed laty ludzie ubiegali się o zwrot ziemi w tym miejscu, odpowiadano im, iż tam przebiega zielona strefa, na której możliwe jest urządzenie jedynie sadów, parków lub boisk. Jednak sąd podjął decyzję, aby ludziom zwrócić tę ziemię. Minęło kilka lat i dzisiaj widzimy, że pojawiła się możliwość zmiany przeznaczenia tej parceli. W ogóle częstą wymówką, aby ziemi nie zwrócić prawowitym spadkobiercom jest to, że nie można nią dysponować w pożądanym zakresie. Jestem przekonana, że jeśli nawet w określonym miejscu od razu nie można czegoś robić, z czasem to się zmieni. Miasto rozwija się, życie się zmienia i być może za 50 lat dzieci obecnych właścicieli będą miały możliwość coś na swej ziemi wybudować – podkreśliła Danuta Narbut, wicedyrektor Administracji Samorządu m. Wilna. Sporo kontrowersji wzbudza budowa nowego „Akropolu” koło parku Zakret. Według pani Narbut, nowy obiekt powstanie na ziemi wydzierżawionej u państwa, która nie zahacza o teren sznurowej wsi Leśniki. Jednak, jak podkreśla, idąc na spotkanie prawowitym właścicielom gruntów, zamiast zajętego terenu pod budynkiem „Litexpo”, pretendentom do własności w dawnej wsi sznurowej Szałtuny można byłoby zwrócić ziemię, na której ma być wybudowane centrum handlowe „Akropol”.

– W ramach umowy koalicyjnej to ja nadzoruję kwestie rozwoju miasta, ale tak naprawdę decyzje zależą od porozumienia wszystkich koalicjantów. Czasami tego porozumienia brakuje, jak to ma miejsce w przypadku zwrotu ziemi w dzielnicy Bołtupie. Jeżeli takie porozumienie nie zapadnie w sprawie zwrotu wolnej ziemi, na której  na pewno z czasem i tak zostaną wybudowane domy, wtedy dwa lata naszej pracy pójdą na marne – podkreśla pani Narbut.

Prawa do znacjonalizowanej przez Sowietów ziemi w mieście jeszcze nie zostały przywrócone dla połowy prawowitych właścicieli, do ponad połowy należących do nich powierzchni ziemi. Oferowana rekompensata pieniężna za wykupowaną przez państwo ziemię nie zadowala właścicieli, ponieważ jest 100, a nawet 500 razy niższa od ceny rynkowej. Dlatego, według wnioskodawców projektu, jeśli Sejm zaakceptuje poprawki do ustawy, zwrot ziemi będzie bardziej sprawiedliwy. Obecnie w kolejce do rekompensaty za niezwróconą ziemię w postaci działki pod budowę domu oczekują setki wilnian. Zmęczonym oczekiwaniem właścicielom spieszą do pomocy różnej maści adwokaci i prawnicy, którzy za wielkie „zera”, m.in. wspomniane przez Marię Królikowską, oferują szybką pomoc. Niekiedy pod tym warunkiem, że sprzedadzą im swoją kolejkę…

– Radzę ludziom nie korzystać z podobnych ofert, bo nawet najprostszy kawałek ziemi w przyszłości będzie więcej kosztował niż proponują tego typu pomocnicy. Staramy się, żeby pretendenci otrzymali ziemię, a tymczasem tacy „działacze” chcą ich tego prawa pozbawić. To, co robią, jest nieprawne. Do 15 maja planujemy zakończyć poszukiwanie działek do zwrotu i po dokonaniu niezbędnych pomiarów w końcu września udostępnić je ludziom – wyjaśnia wicedyrektor administracji stołecznego samorządu i przestrzega przed dokonywaniem nierozmyślnych transakcji.

Irena Mikulewicz

Tygodnik Wileńszczyzny

Komentarze   

 
#8 Jan 2020-05-11 13:45
"walka o każdą piędź ziemi"
Każdy Polak ma w sercu te słowa Roty: Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, nie damy pogrześć mowy! Polski my naród...
Dlatego tak ważne są starania o odzyskanie tej ziemi, co się prawnie i historycznie należy właścicielom i spadkobiercom - Polakom, gospodarzom Wilna i ziemi wileńskiej.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#7 Paweł 2020-05-08 16:20
Te perypetie związane ze zwrotem ziemi prawowitym właścicielom to hekatomba polskości na Wileńszczyźnie.

To wielka hańba w historii Republiki Litewskiej.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#6 Stanisław 2020-05-06 21:36
Tylko AWPL jest zaangażowana w pomoc ludziom. Znikąd indziej nie ma ratunku. Podziękowania za to że nie zostawiacie nas samych. Wspólnym wysiłkiem udaje się coraz to więcej odzyskiwać.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#5 Igor 2020-05-05 21:06
Czas i pora na zadośćuczynienie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#4 Teresa 2020-05-05 19:39
Takie historie, jak ta opowiedziana przez panią Królikowską, chwytają za serce i bolą każdego, komu polskość Wilna i Wileńszczyzny jest naprawdę droga sercu. Wielkie podziękowania dla pana Kaminskiego niegdyś i obecnie pani Narbut za tyle wysiłku wkładanego w sprawę odzyskiwania prawowitej ziemi przez rodaków.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#3 Jerzy 2020-05-05 19:18
Niezwykle odpowiedzialna i potrzebna jest praca, którą wykonują działacze AWPL. Muszą się mierzyć zarówno z oporem wynikającym z litewskiego antypolonizmu, ale też z potężnymi interesami mafijnymi. Jednak naszych polityków i samorządowców cechuje odwaga i konsekwencja, dlatego nigdy nie odpuszczają w tak ważnych sprawach jak polska oświata czy zwrot ziemi. I za to należą się im słowa podziękowania, że tak godnie nas reprezentują.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#2 Tadeusz 2020-05-05 18:54
Nazywając rzecz po imieniu - najpierw Polaków okradła litewska republika radziecka, a teraz grabież kontynuuje Lietuva skonstruowana przez Landsbergisa. To niepojęte draństwo, by tak okradać, wodzić i oszukiwać przyzwoitych ludzi, którzy od pokoleń żyją na tej ziemi i budowali jej dobrostan.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#1 Wojciech 2020-05-05 18:43
To jest kolejna ważna inicjatywa AWPL-ZCHR celem zadośćuczynienia za wieloletnie krzywdy. Jest szansa że zwrot ziemi wreszcie nastąpi i będzie bardziej sprawiedliwy.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz

radiowilnowhite

EWANGELIA NA CO DZIEŃ

  • Piątek,
    5 czerwca 2020


    św. Bonifacego, biskupa i męczennika, wspomnienie

    Mk 12, 35-37

    Słowa Ewangelii według świętego Marka

    Nauczając w świątyni, Jezus zapytał: „Na jakiej podstawie nauczyciele Pisma mówią, że Chrystus jest synem Dawida? Przecież sam Dawid z natchnienia Ducha Świętego mówi: «Pan powiedział do mojego Pana: Usiądź po mojej prawej stronie, aż położę twych wrogów pod twoje stopy». Skoro Dawid nazywa Go Panem, to jak może On być jego synem?”. A wielki tłum chętnie Go słuchał. 

    Czytaj dalej...
 

 

Miejsce na Twoją reklamę
300x250px
Lietuva 24Litwa 24Литва 24Lithuania 24