Albo Macron, albo koniec Europy?

2022-04-16, 13:03
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Po podliczeniu wszystkich głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji przewaga urzędującego prezydenta Emmanuela Macrona nad liderką Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen stopniała do nieco ponad 4 proc. Wynik 27,8 proc. do 23,1 proc. nie pozwala Macronowi spać spokojnie przed turą drugą, w której czeka go ciężka przeprawa, jeżeli chce obronić swą reelekcję.

Dynamika końcówki kampanii wyborczej pokazywała, że przewaga Macrona kurczy się i nie wiadomo było, czy uda mu się dowieźć do głososowania swą nieznaczną przewagę nad najgroźniejszą konkurentką, która zaczynała mu deptać po piętach. Salon liberalny odetchnął z ulgą, gdy pierwsze wstępne wyniki wyborów pierwszej tury dawały jego pupilkowi przewagę nad kandydatką „skrajnej” prawicy w wysokości 5 proc. Jednak w miarę napływania bardziej dokładnych danych potwierdziła się tendencja kurczenia się przewagi. Taka dynamika nie jest dobrym prognostykiem dla Macrona. Nie może on marzyć o scenariuszu sprzed 5 lat, gdy w II turze niemal spacerkiem pokonał tą samą Le Pen, przed którą dziś „francuski kogucik”, jak Macrona nazwał redaktor Rafał Ziemkiewicz, ma duży respekt.

Oczywiście, w razie porażki Macrona, liberalny establishment w Europie wieszczy niechybny koniec Europy, a dokładnie Unii Europejskiej. W wieczór powyborczy w tej materii jednozgodni byli i redaktor Jędrzej Bielecki z liberalnej „Rzeczpospolitej”, i Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny liberalnego Onetu. Dla nich potencjalna wygrana przedstawicielki „skrajnej” prawicy, to koniec historii przynajmniej na miarę tej wieszczonej przez Fukuyamę. UE się skończy, bo koń trojański, jakim widzi im się Le Pen, rozsadzi Unię od środka.

Sądzę, że są to lęki przesadne, które świadczą nie o rzeczywistym zagrożeniu, tylko o stanie ducha liberalnych elit, które chciałyby demokracji bezalternatywnej. Jeżeli już mówimy o końcu Unii, to należałoby doprecyzować, że chodzi o jej federacyjny projekt. Eurokołchoz, innymi słowy, w którym priedsiedatielami widzieliby siebie przywódcy Niemiec i Francji, tej macronowej oczywiście. Tymczasem koniec takiego projektu, to coś najlepszego, co mogłoby spotkać Europejczyków. Jak trafnie zauważa Tomasz Gabiś z krakowskiego dwumiesięcznika „Arcana”, „u każdego trzeźwego obserwatora lęk musi budzić ewolucja Unii w kierunku federacji, niemieckiej strefy wpływów (w przypadku Europy Środkowej) i biurokratycznego monstrum”. Jak ogromne jest to „monstrum” niech zaświadczy unijny dziennik urzędowy z roku 2005, który ważył – uwaga! – ponad tonę. „Tyle co młody nosorożec”, żartobliwie zauważył redaktor. Potem jeszcze dodał, że ten „nosorożec”, czyli biurokracja, czerpie wzorce z „jakobinizmu lub sowieckiej nomenklatury”. Taka Unia, zdaniem krakowskiego redaktora, musiałaby się stać czymś na wzór „więzienia narodów”. Podopieczni tej Unii byliby pod łagodnym, ale ścisłym nadzorem „nosorożca”, „wyalienowanej i najwyżej opłacanej w Europie biurokratycznej kasty, pysznej i żądnej władzy”. Cóż, moim zdaniem, redaktor Gabiś nie przesadza. Tylko ślepy albo liberalna demokracja tego nie widzą...

W Polsce francuskie wybory są komentowane pod kątem prorosyjskości głównych kandydatów na sukces. Przy tym liberalny salon nad Wisłą twierdzi, że prorosyjską jest jedynie Le Pen. Macron ma być skałą w tej materii. Cóż takie postrzeżenie sprawy jest prawdziwe jak to, że Macron nigdy nie namawiał francuskie firmy, by nie opuszczały rosyjskiego rynku w obliczu agresji Putina na Ukrainę… Francuska elita polityczna niemal w całości jest rusofilska. Pytanie akademickie jest więc takie, jakie zadał profesor Żurawski vel Grajewski: „Co jest dla Polski lepsze – prorosyjski prezydent Francji, mający poparcie mainstreamu UE, czy prorosyjski prezydent Francji, nie mający takiego poparcia?”. Odpowiedź mogłaby być taka, że w przypadku nie sukcesu Macrona praworządność w Polsce oczami Brukseli poprawiłaby się z mety o co najmniej 50 proc. Z wielkich graczy Unii karania Warszawy za wyimaginowane łamanie wyobrażalnych subiektywnie zasad praworządności domagałyby się już tylko Niemcy. Francja wybyłaby z obozu piętnujących.

Druga tura wyborów we Francji jest przewidziana na 24 kwietnia. Czas pomiędzy dla urzędującego prezydenta będzie bardzo nerwowy. Zdaniem profesora Grzegorza Górskiego, „perspektywy obrony Republiki są słabe”. Zwłaszcza, że przyjdzie ją bronić przed tymi, którzy nią nigdy nie rządzili.  „Którzy w żaden sposób do jej dzisiejszego, żałosnego stanu nie doprowadzili, którzy przez dziesiątki lat ostrzegali przed skutkami, które dzisiaj Francuzi odczuwają na własnej skórze. Bronić jej trzeba będzie na rzecz tych, którzy za obecny stan państwa w całości odpowiadają”, pokazuje absurdalność narracji „obrońców” profesor. Dodaje, że „wydaje się, iż ludzie zdolni do logicznego myślenia, nie powinni mieć problemów z odpowiedzią na proste pytanie. Jednak trzeba pamiętać, że Francuzi są i kapryśni, i emocjonalni. A na ile zdolni do logicznego myślenia – zobaczymy niedługo”.

Marine Le Pen wydaje się być pewna swego. Czuje, że jest na fali. Mówi przed drugą turą, że wybór Francuzów „będzie wyborem cywilizacyjnym”. Zapowiada, że jej program  „niesie za sobą wielkie ambicje dla kraju”. A Francuzi, nawet jeżeli niektórzy z nich z podejrzliwością patrzą na kandydatkę „skrajnej”, jak im wmawiają media, prawicy, to chcą zmian. Inflacja, spadek poziomu życia, skutki pandemii i wreszcie wojna na Ukrainie, martwią wszystkich. Francja na dodatek ma jeszcze swój problem specyficzny – integrację „czarnoskórych Francuzów”, którzy integrować się nie chcą. Żyją w gettach i są roszczeniowi. Nie kochają na dodatek Republiki i jej praw. Macron udowodnił, że nie jest w stanie z tym nic zrobić, choć obiecał, że wie, jak komplikację rozwiązać. Le Pen twierdzi, że wie lepiej i jest w tym bardziej wiarygodna.

Najlepszym dowodem, że urzędujący prezydent nie jest pewien swej reelekcji, jest jego nerwowość, przechodząca czasami w agresję słowną. Jak bardzo jest rozedrgany, dowodzi jego nieadekwatna zupełnie reakcja na słowa zachęty premiera Mateusza Morawieckiego, by przestał wreszcie wisieć na telefonie u Putina, bo to nic nie daje w temacie przyśpieszenia zakończenia wojny na Ukrainie. W odpowiedzi Macron bardzo się uniósł. Nie mógł merytorycznie zaprzeczyć słuszności słów poskiego premiera, więc uciekł się do inwektyw. Nazwał polemistę skrajnym prawicowym antysemitą, który nie toleruje LGBT. Widać, że w Republice są to najcięższej rangi obelgi, jakie mogą przyjść do głowy jej prezydentowi, więc je z siebie wydalił. Poziom żenujący, zdolność honorowa zerowa.

Nie należy wątpić, że w drugiej turze wyborów zwrot „skrajna prawica” zrobi baśniową wręcz karierę. Macron będzie chciał za wszelką cenę przekonać Francuzów, że te wybory „będą decydować o przyszłośći Europy”, dlatego „skrajna” Le Pen musi przegrać. Nie wiadomo jednak, czy to, co przyniosło mu sukces przed 5 laty, da się powtórzyć. Miłośnicy skrajnej lewicy, kandydat której – Juan-Luc Melenchon – zajął trzecie miejsce z wynikiem 22 proc., w dużej większości zapowiadają bojkot drugiej tury. Wyborcy prawicowego publicysty Erica Zemmoura (ok. 7 proc.) zaś przeciwnie zamierzają walnie wesprzeć Le Pen.

„Francuski kogucik” stroszy piórka i czupurnie podskakuje, bo czuje, że czeka go jeszcze trudny bój...

Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#12 Darek 2022-04-26 16:22
Przez kolejną kadencję Macron będzie prowadził Francję od kryzysu do jeszcze większego kryzysu. I będzie wydzwaniał do kolegi Putina. Tak wybrali...
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#11 Iwo 2022-04-21 11:34
ktoś kto zarzuca Le Pen prorosyjskość przypomnę ile to razy Macron wydzwaniał do Putina. To nikt inny jak tylko Macron przed wybuchem wojny bawił w Moskwie co Zełenski mu wytknął. To nikt inny jak Macron zabrania nazywania Putina "rzeźnikiem". W 2017 roku to Macron bawił u Putina. Jeżeli Le Pen zarzuca się prorosyjskość to takie same słowa powinny paść w stronę Donalda Tuska. Ciekawe jakie kompromitujące dokumenty ma Putin na Macrona. Zresztą zapewne nie tylko na niego.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#10 radek 2022-04-18 21:15
Kilka kroków przed Macronem maszeruje jego wybujałe ego.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#9 Ryś 2022-04-17 22:13
Mam nadzieję że LE PEN wygra wybory i naprowadzi porządek w Francji.Makron i jego polityka liberalna rodzi chaos w kraju.Le Pen potrafi posprzątać po bezradnych rządach liberałów.Liberalizm rodzi rozpustę i anrchię moralną.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#8 Artem 2022-04-16 20:06
Każde Państwo, także te najmniejsze jakim jest Rodzina - bez wartości moralnych jest państwem chwiejnym i słabym. A kraje takie jak Niemcy, Francja, inne kraje zachodnie, co przekłada się na UE, wymazuje swoje chrześcijańskie korzenie, z których wyrosły wartości implikowane w prawie
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#7 E.A. 2022-04-16 17:35
Profesor Grzegorz Górski określa stan Francji tak: „perspektywy obrony Republiki są słabe”. Kraj jest w stanie wielkiego kryzysu. Jednak Francuzi są kapryśni i emocjonalni. Mogą więc znów zagłosować na tego, który do upadku kraju się przyczynił.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#6 Wojak 2022-04-16 17:03
Widać, że te słowa Macrona to ewidentna "zasługa" przekazu medialnego. Niech Macron przyjedzie do Warszawy i zobaczy powiewające homoflagi, młodzież z tęczowymi torbami... Tymczasem my pojedziemy do Paryża i zobaczymy Żydów pod eskortą policyjną... a nie przepraszam. Francuska policja (w odróżnieniu od niemieckiej) nie chroni Żydów, więc ci są notorycznie ofiarami pobić. Zobaczymy też dzikie islamskie dzielnice, gdzie policja nie ma wstępu. Zobaczymy ataki na chrześcijan - tak, tak - znakiem rozpoznawczym krzyżyki na szyjach - też ofiary pobić. Za to pewnie tęczowi dobrze się mają...
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#5 Agnes 2022-04-16 16:58
"Mateusz Morawiecki jest skrajnie prawicowym antysemitą, który wyklucza osoby LGBT"

No takie słowa o premierze kraju, który nie jest jakąś luksemburską popierdułką (nawet gdyby była to nie wypada)... to trochę przesada. Po za tym wydzwanianie do Putina, a i jego wizyta przed samym wybuchem wojny kiedy to zabalował w Moskwie budzą poważne wątpliwości.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#4 cztery pokoje 2022-04-16 16:50
Albo Macron, albo koniec Europy?

Tak będzie w wielu krajach, gdzie będzie jeździł cyrk obwoźny jak Donek z krzykiem, że jak nie my to koniec Europy. Tylko jakiej Europy koniec? Lewackiej prywaty z szefami pokroju Junckera, Europy uzależnionej od rosyjskiego gazu, Europy takiej jakiej widzą ją Niemcy? Jeżeli o koniec takiej Europy chodzi, to choćby jutro...
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#3 cc 2022-04-16 16:20
Pasuje to do Macrona: Poziom żenujący, zdolność honorowa zerowa.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz

radiowilnowhite

EWANGELIA NA CO DZIEŃ

  • Sobota, 25 czerwca 2022 

    Łk 2, 41-51

    Słowa Ewangelii według świętego Łukasza

    Rodzice Jezusa każdego roku chodzili do Jeruzalem na święto Paschy. Gdy miał On dwanaście lat, udali się tam zgodnie ze zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, młody Jezus pozostał w Jeruzalem, o czym nie wiedzieli Jego rodzice. Myśląc, że jest wśród pielgrzymów, przeszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. A gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach znaleźli Go w świątyni. Siedział pośród nauczycieli, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Gdy Go zobaczyli, zdziwili się. Matka powiedziała do Niego: „Dziecko, dlaczego nam to zrobiłeś? Twój ojciec i ja, pełni bólu, szukaliśmy Ciebie”. On im odpowiedział: „Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że muszę być w tym, co jest mego Ojca?”. Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi, wrócił do Nazaretu i był im posłuszny. A Jego matka zachowywała wszystkie te słowa w swym sercu.

    Czytaj dalej...
 

 

Miejsce na Twoją reklamę
300x250px
Lietuva 24Litwa 24Литва 24Lithuania 24