Konwencja Stambulska – bezprawne prawo

2020-07-31, 16:55
Oceń ten artykuł
(3 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

„Hej mężczyźni, chcecie uderzyć kobietę lub dziewczynę w czasie wakacji? Przyjedźcie do Polski”, taki „intelektualny” wpis zamieścił na twitterze dziennikarz Politico Jan Cienski z zamiarem skrytykowania w ten sposób zapowiedzi polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości wypowiedzenia przez Warszawę Konwencji Stambulskiej (KS). Sądzę, że wiernie odzwierciedlił tym samym poziom liberalno-lewicowych elit, które zamiast rzeczowej dyskusji na argumenty w poważnych tematach (tutaj akurat chodzi o przemoc wobec kobiet) wolą posługiwać się skrajnym populizmem, szczytem demagogii, nieskrywaną obłudą, a wszystko pieczętując na dodatek prymitywnym szantażem.

Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej z roku 2011, zwana jeszcze Konwencją Stambulską, jest sztandarowym dziełem ostatnich lat tej międzynarodowej organizacji, zajmującej się prawami człowieka. Jej główna idea oparta jest na tym, że istnieje związek pomiędzy przemocą a rolą płci w tradycyjnej rodzinie. Dlatego też walka z tym stereotypem (ale nie tylko, bo też np. opresjami religijnymi), jak też np. dyskryminacją ekonomiczną spowoduje, że tej przemocy wobec kobiet będzie mniej. 

Polska Konwencję Stambulską podpisała w roku 2012, a zdominowany przez Platformę Obywatelską Sejm, ratyfikował ją – wbrew zdecydowanemu sprzeciwowi konserwatywnej prawicy i wielu ekspertom – w roku 2015. Opozycja oraz eksperci (m.in. prof. Andrzej Zoll) alarmowali wówczas rządzących, że Konwencja jest tylko płaszczykiem, pod którym próbuje się przemycić do systemu prawnego Polski elementy ideologii gender. Tymczasem rządzący posunęli się w tym celu nawet do zniekształcenia tłumaczenia dokumentu z języka angielskiego na polski, gdzie słowo „gender” w tym ostatnim wariancie podmieniono na słowo „płeć”, co nie jest tożsame z pojęciem założonym w oryginale. 

Dokument obliguje rządy krajów, które go podpisały, do „wykorzenienia tradycji”, opartych na „stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”. A wiadomo, że dla genderystów największym stereotypem jest właśnie tradycyjna rodzina powstała dzięki małżeństwu mężczyzny i kobiety. Żeby to zwalczać, Konwencja domaga się promowania edukacji publicznej „o niestereotypowych rolach przypisanych płciom”. A więc, w oczywistym domyśle, chodzi o związki tej samej płci, które mają być afirmowane, by zapobiec ewentualności dyskryminacji kobiet w związkach stereotypowych, jakie same z siebie są źródłem przemocy, bo są tradycyjne. 

A jeżeli już o płci mowa, to według Konwencji jest ona determinowana kulturowo-społecznie, a nie biologicznie. Z czego wypływa też następny logiczny wniosek, że płci może być „mnóstwo dużo”, a nie tylko dwie (mężczyzna i kobieta), co, jak już nam wiadomo z poprzednich pouczeń dokumentu, jest stereotypem. Według „nauki” gender może być też i trzecia, i czwarta, i piąta, a nawet dziesiąta płeć (na dzień dzisiejszy ta „nauka” naliczyła już ponad 50 płci), bo gender to bardzo postępowa „nauka”, a zwłaszcza niesłychanie płynna, gdzie wszystko jest w nieustannym rozwoju i zmianie. Profesor Zoll nazwał więc Konwencję Stambulską „zamachem na naszą cywilizację”. 

Tymczasem warto też zauważyć, że Konwencja Stambulska wskutek swego ideologicznego charakteru nie tylko, że nie ułatwia walki z przemocą wobec kobiet w rodzinach, ale paradoksalnie jeszcze ją utrudnia. A to dlatego, że podmienia prawdziwe źródła przemocy w rodzinach, jak alkoholizm, narkomania, seksoholizm, bezrobocie (o czym dokument głucho milczy), na źródła genderowe – czyli tradycyjny podział ról, stereotypowa rodzina, religia. Po czym „widmowe źródła” przemocy z Konwencji, jak trafnie zauważa organizacja Ordo luris, są żywcem przemycane do dokumentów roboczych organizacji pozarządowych w postaci wytycznych do walki z przemocą wobec kobiet. W ten sposób walczy się nie z prawdziwymi problemami generującymi przemoc, tylko z samą instytucją rodziny. I w tym jest clou (gwóźdź, główna atrakcja – z francuskiego) sprawy.

Wskazanie jednak na to clou powoduje natychmiastowy stan podgorączkowy u lewicowo-liberalnych admiratorów Konwencji, który mąci im rozum. Gadają wtedy jak ten Cienski z Politico, czy Włodzimierz Czarzasty, co to steruje ostatnio polską lewicą. Ten to sternik polskiej lewicy postawił tezę wręcz „snogsszibatielną” głoszącą, że „każdy, kto jest za biciem, za pozwoleniem na zastraszanie i stosowaniem przemocy domowej, jest za tym, by wycofać Konwencję Stambulską, a kto temu się sprzeciwia, jest za tym, by jej nie ruszać”. Arcypodły szantaż Czarzastego jest aż nadto czytelny, wymusić za wszelką cenę na rządzie kapitulację przed gender. Bo przecież nie o maltretowane kobiety chodzi, których prawa polski parlament zabezpieczył właśnie najbardziej restrykcyjną w Europie ustawą, penalizującą przemoc w rodzinie i bezwzględnie karzącą jej sprawców. „Nie jest to spór o prawo do bicia kobiet”, wyjaśnił Czarzastemu, w słowach dostępnych jak to tylko jest możliwe istotę scysji, publicysta Łukasz Warzecha, zachęcając jednocześnie ekskomunistę do zaprzestania „skrajnej demagogii”. Bo uniemożliwia ona jakąkolwiek dyskusję. 

Sekretarz Generalny Rady Europy Marija Pejćinović-Burić zdążyła już operatywnie pouczyć rząd Polski, że ewentualne „wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej byłoby wysoce niefortunne”. Dlaczego? „Bo jej jedynym celem jest zwalczanie przemocy wobec kobiet”. Zapomniała dodać jednak pani sekretarz, że chodzi o przemoc zdefiniowaną przez ideologów gender. Litwini powiedzieli jej: „Ačiu” – i Konwencji dotychczas nie ratyfikowali. Tak samo postąpili też Łotysze, Anglicy, Słowacy, Węgrzy. Parlamenty tych dwóch ostatnich państw przegłosowali już zresztą odrzucenie tego międzynarodowego dokumentu, gdyż uderza on w rodzinę. A Trybunał Konstytucyjny Bułgarii orzekł ostatnio, że „Konwencja Stambulska jest sprzeczna z prawami rodziny”.

Wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej przez Polskę byłoby nie tylko posprzątaniem po rządach Platformy Obywatelskiej, która dokument przepchnęła kolanem, by tylko ówczesny premier Donald Tusk miał większe szanse objąć wysokie stanowisk w UE, ale też byłoby początkiem degenderyzacji życia publicznego nad Wisłą. Ideologia gender w Polsce za poprzednich rządów zdążyła bowiem swymi mackami omotać całe segmenty życia publicznego jak uniwersytety, urzędy samorządowe dużych miast, rządzonych przez liberalnych włodarzy, media, kulturę, a teraz niemal przemocą wdziera się do szkół i nawet do przedszkoli. 

Bo gender jest ideologią totalną – poucza znawca tematu ks. profesor Paweł Bortkiewicz – i wdziera się przeto do wszystkich dziedzin życia. Jeżeli nie postawić jej tamy, zmusi wszystkich do słuchania wykładów w rodzaju „Lesbijska krytyka literatury feministycznej” czy „Feministyczna krytyka literatury lesbijskiej”, uprzedza z sarkazmem wykładowca uniwersytecki. 

„Kobiety na traktory”, poprzez takie hasło próbowali kiedyś uwolnić płeć piękną od stereotypów komuniści. Dziś ich ideowi spadkobiercy chcą Polaków „wykorzeniać z tradycji” wiedząc, że zakorzeniona w tradycji rodzina oprze się wszelkiej ideologii. 

KS – do kosza, bo jest bezprawnym prawem.

Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#11 Wilno 2020-08-03 14:22
takiego bezprawnego prawa najlepiej sie pozbyc i po sprawie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#10 Prawnik z Polski 2020-08-03 13:48
Zdaniem organizacji prorodzinnych, Konwencja Rady Europy o przemocy wobec kobiet i przemocy domowej:

*bazuje na ideologii gender, a jej ratyfikacja narusza art. 25 ust. 2 Konstytucji RP, który zobowiązuje władze publiczne do bezstronności w sprawach światopoglądowych i filozoficznych;

*zbudowana jest na aksjologii, która w istotnych punktach jest sprzeczna z założeniami Konstytucji RP, gdyż uznaje tradycję, dorobek cywilizacyjny, rodzinę, ojcostwo i macierzyństwo za potencjalne źródło opresji, które powinno zostać wykorzenione;

*narzuca genderową definicję płci, która wprowadziłaby zamęt do polskiego systemu prawnego, a zwłaszcza prawa rodzinnego;

*przewiduje wprowadzenie do programów nauczania treści, które w polskim społeczeństwie są nieakceptowane (m.in. nauczanie o niestereotypowych rolach płciowych) oraz sprzeczne z art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, który przyznaje rodzicom prawo do decydującego wpływu na kształt edukacji ich dzieci;

*poprzez międzynarodowy system monitorowania realizacji konwencji tworzy mechanizm mogący służyć wywieraniu nacisku na Polskę w kierunku akceptacji rozwiązań nacechowanych ideologicznie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#9 XIII 2020-08-03 13:45
Wyraźne stanowisko wobec planów ratyfikacji kontrowersyjnej Konwencji wyrazili polscy biskupi już w lipcu 2012 r. Podkreślili w nim, że Konwencja - choć poświęcona jest istotnemu problemowi przemocy wobec kobiet - zbudowana jest na ideologicznych i niezgodnych z prawdą założeniach, których w żaden sposób nie można zaakceptować. Dokument wskazuje m.in., że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura.

Biskupi wskazali m.in. na art. 12 konwencji, który zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy. Konwencja wprowadza także definicję płci jako "społecznie skonstruowane role, zachowania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn" (art. 3), przy czym całkowicie pomija naturalne, biologiczne różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną i zakłada, że płeć można dowolnie wybierać lekceważąc biologię.

Szczególny niepokój wzbudziło nałożenie na sygnatariuszy obowiązku edukacji (art. 14) i promowania m.in. "niestereotypowych ról płci", a więc homoseksualizmu i transseksualizmu.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#8 Czarek 2020-08-01 21:25
Pod pozorami walki z przemocą wprowadza się do naszego systemu prawnego rozwiązania, ideologie, które są sprzeczne z naszą tradycją i przede wszystkim z naszym porządkiem konstytucyjnym.
To w rzeczywistości manifestem o charakterze neomarksistowskim
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#7 Zenek 2020-08-01 21:07
Sprawcy przemocy domowej mają raczej w głębokim poważaniu treść tej konwencji.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#6 Mira 2020-08-01 20:50
Dlaczego ciągle mówimy o jakichś prawach kobiet? Dlaczego ciągle mówimy o poszanowaniu osób LGBT?

Uczmy szacunku do drugiego człowieka i tyle!!!
To wywodzi się od Chrystusa (którego pomnik w Warszawie sprofanowały działaczki LGBT), który za najważniejsze przykazanie uczynił kochać bliźniego swego.

Więc mówmy o szacunku do każdego, a nie do wybranej grupy.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#5 Paweł 2020-08-01 20:47
Trzeba głośno o tym mówić. Nie unikać tematu, bo tak nakazuje poprawność polityczna. Dobrze, że AWPL o tym mówi powszechnie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#4 Rys 2020-07-31 21:31
Chciałbym zadać pytanie...kto konkretnie stoi za tą ideologią?Jaki konkretnie cel chce osiągnąć? Do czego dąży w finale?I jak wyglądałby świat przez kilkadziesiąt lat gdyby ta zaraza go opanowała? Podobna ideologia była w początkowej fazie bolszewizmu w Rosji sowieckiej...NISZCZ...RODZINĘ! -Takie było hasło.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#3 greg 2020-07-31 20:27
Dosyć terroru lewacko-liberalnego!
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#2 E.A. 2020-07-31 20:26
Władze każdego kraju - także Polski - mogą same decydować, jakie prawa międzynarodowe przyjąć na własny grunt. Jeśli zapadnie decyzja o wypowiedzeniu KS to innym nic do tego. Moim zdaniem w ogóle nie trzeba było jej przyjmować, bo prawa kobiet i zapobieganie przemocy są już gwarantowane w innych przepisach.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz

radiowilnowhite

 

 

Miejsce na Twoją reklamę
300x250px
Lietuva 24Litwa 24Литва 24Lithuania 24