Wydrukuj tę stronę

Akcja konserwatystów – pożytek dla Moskwy?

2018-07-19, 13:02
Oceń ten artykuł
(15 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Wystarczył mały powiew normalności w stosunkach Wilno-Warszawa, a konserwatywne skrzydło litewskich konserwatystów zaczęło działać. Działać tak, by tą normalność w zalążku zdusić. W tym celu postanowili posłowie z partii Landsbergisa poprawić i tak mocno opresyjną w stosunku do mniejszości narodowych litewską Ustawę o oświacie w kierunku jeszcze większego zaostrzenia tej opresyjności. Uznała mianowicie trójka prominentnych konserwatystów, że czas akurat nastał, by w szkołach m. in. polskich ograniczyć nauczanie w języku ojczystym do 40 proc.

Nie chcę spekulować, skąd taki pomysł powzięło trio. Może myśli trzech posłów wzięły lot w kierunku takich światowych „demokracji” jak Ukraina, która niedawno przyjęła prawo zakazujące w całości nauczania w szkołach mniejszości w języku ojczystym, czy może jakiś inny bliższy przykład zafascynował parlamentarzystów? Może zbyt upalna pogoda miała wpływ na decyzję posłów spod znaku jaskółki? A może po prostu to własna konserwatystów litewskich uparta, by nie powiedzieć tępa, zawziętość, by zrobić z przedstawicieli wspólnot narodowych mankurtów, bezwolnych i posłusznych, pozbawionych swego języka „tutejszych”.

Takie próby konserwatywni konserwatyści (przepraszam za beletrystykę) podejmują od lat. Właściwie to od samego zarania niepodległości, kiedy to ruszyła akcja lituanizacji Wileńszczyzny. Pamiętamy zapewne sławetne badania grupy „naukowców” z Litwy (przy wsparciu takowych że „naukowców” z Warszawy), które wykazały niezbicie, że 80 proc. Polaków z Litwy Południowo-Wschodniej swe dzieci chce oddać do szkoły litewskiej, tylko że na razie nie może tego uczynić. Polska władza samorządowa im w tym przeszkadza, bo nie tworzy wystarczającej liczby placówek oświatowych w języku państwowym.

Błąd szybko naprawiono. Wnioski z „badań” poczyniono słuszne. Szkoły litewskie, często ekskluzywne, z basenami i innym luksusami, otworzono wszędzie tam, gdzie znalazł się chociażby jeden chętny. No może przesadzam. Gdzie znalazło się chociażby pięciu chętnych (vide przypadek szkoły w Korwiu). W ten sposób stworzono alternatywną wobec samorządowej sieć szkolnictwa litewskiego na Wileńszczyźnie, która miała nobilitować i wsysać zarazem, jak odkurzacz pyłki, polskich dzieci do szkół z językiem państwowym. Akcja „odkurzacz” jednak nie zadziałała. Wskaźnik 80 proc. okazał się zwykłą fatamorganą w rozpalonych łbach litewskich konserwatywnych konserwatystów różnych proweniencji (nie tylko z partii Landsbergisa).

Gdy więc okazało się, że akcja zamiany polskich szkół na szkoły litewskie na Wileńszczyźnie nie wypaliła, a co gorsza ekskluzywne na zewnątrz szkoły z językiem państwowym w środku okazały się zwykłą wydmuszką, nieoferującą edukacji na należytym poziomie, chwycono się taktyki innej. Władze, dopingowane przez kierowników szkół litewskich z Wileńszczyzny, zaczęły się bardzo troskać poziomem nauczania języka litewskiego w szkołach polskich. No bo przecież nie tak miało być, że abiturienci szkół polskich na głowę biją swych rówieśników ze szkół litewskich, jeżeli chodzi o maturę z języka litewskiego. Uradzono więc, że należy wyrównać matury z języka litewskiego we wszystkich szkołach niezależnie od tego, że programy nauczania w szkołach mniejszości narodowych w tym przedmiocie były odmienne. Różnica godzinowa nauczania wynosiła nawet, jak sobie przypominam, 800 godzin (sic!). Ale co tam, buldożerem wprowadzono zmiany, a na dodatek dorzucono jeszcze przepis, by dwa przedmioty w szkołach mniejszości (historię i geografię) nauczać już nie w języku ojczystym uczniów tylko państwowym. No, żeby się uczniowie mogli lepiej nauczyć... nie historii i geografii, oczywiście tylko litewskiego.

Makiaweliczna reforma modelu oświaty mniejszości narodowych od samego początku była sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem i jakąkolwiek przyzwoitością, że o prawie do równych możliwości już nie wspomnę. W każdym normalnym państwie po takiej „reformie” urzędy ds. równych możliwości, które – jak wiemy – powstały w każdym państwie unijnym decyzją jej władz, miałyby pełne ręce roboty. Władze zostałyby oskarżone o naruszenie praw uczniów w zależności od ich narodowości. No bo jak można składać najważniejszy życiowy egzamin z przedmiotu, który decyduje o twej dalszej karierze edukacyjnej w kraju, na poziomie programowym, jakiego w ogóle nie przerabiał egzaminowany. O jakich równych możliwościach może być mowa w przypadku abiturientów składających maturę z języka litewskiego po polskiej i litewskiej szkole, skoro abiturienci po szkole litewskiej zdają maturę na poziomie programu, który przerabiali w toku nauki, a abiturienci szkół polskich muszą zdawać maturę na poziomie programu, którego nie przerabiali.

Awantura – to zbyt słabe słowo, by określić taką reformę. A finał jej jest taki, jakiego należało się spodziewać. W szkołach mniejszości narodowych odsetek oblanych matur z języka państwowego się podwoił, spadła ogólna jakość tego egzaminu w tych placówkach.

Konserwatyści mogą triumfować, bo osiągnęli swoje. Ograniczyli możliwości studiowania na Litwie dla przedstawicieli mniejszości narodowych. Teraz zamiast uderzyć się w pierś, przeprosić niesłusznie skrzywdzonych i wycofać się z awantury, brną w nią jeszcze głębiej. „Pistolety” konserwatystów Ažubalis i Kaščiūnas oraz „wiatrówka” tej partii (bo takiego chyba w tym przypadku należy użyć słowa) Agnė „Poranione Uda” Bilotaitė (vide akcję eksponowania przez posłankę w internecie swych posiniaczonych wdzięków po mustrze szkoleniowej z ochotnikami z oddziałów šaulisów) chcą, aby 60 proc. przedmiotów w szkołach mniejszości narodowych było wykładane po litewsku, by jeszcze bardziej wzmocnić poziom nauczania państwowego języka w tych placówkach.

Bezczelność jakby tam nie było wierchuszki konserwatystów (Ažubalis np. był ministrem spraw zagranicznych Litwy) mnie osobiście już nawet nie dziwi. Przyzwyczaiło się do takich wyskoków landsbergistów za tyle lat. Jest tylko jedno pytanie, które w tym akurat przypadku mnie korci. Chciałoby się wiedzieć mianowicie, czy prowokowanie konfliktu na linii Wilno-Warszawa w sytuacji, gdy ta linia ledwo została na nowo odbudowana, to tylko efekt stanu spoczynku umysłu tych polityków, czy jednak jest to akcja świadoma?

Gdyby przyjąć to drugie przypuszczenie, to trzeba byłoby pytać dalej: cui bono..?

Tadeusz Andrzejewski

Komentarze   

 
#24 Jur 2018-08-10 10:09
Jeśli chodzi o historie nauczaną na Litwie po litewsku szczególnie polską młodzież to ma ona utrwalić zamiast dumy Polaków poczucie wstydu i winy.
Może zamiast efektu Katarzyny Andruszkiewicz ,która w wyniku nauczania szkolnego powiedziała publicznie na zebraniu z p.V.Landsbergisem w Ratuszu ,że wstydzi się być Polką, warto byłoby aby pan V.Landsbergis przyznał się do ukrywanych ,niepięknych kart niedawnej historii swoich współbratymców i prosił o przebaczenie. Te wstydliwe karty to walka Litwinów u boku sowietów przeciw Piłsudskiemu po stronie armii czerwonej w Bitwie nad Niemnem w 1920r. Zaś w czasie II Wojny Światowej to wspieranie Niemców litewskimi żołnierzami - w Wermachcie [ gen .Plechanoviczius], oraz oddziałami specjalnymi Ypatyngas Burys w Gestapo i w więziennictwie np na Łukiszkach ,oraz wykonawstwo mordu na pk 100 tys. obywateli polskich – narodowości żydowskiej oraz na Polakach w Ponarach. Nie piękne jest też usuwanie tablic ,rzeźb ,posągów [ np. Katedra w Wilnie] polskich twórców i autorów i właścicieli zabytków, lub zmienianie im nazwisk na litewsko brzmiące.
Czy przypadkiem nie nadszedł czas aby zreflektować się i ujawnić te sprawki. Podszywanie się pod cudzą własność ,lub okradanie z praw autorskich Polaków to po prostu nieuczciwość i wstyd.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#23 VP 2018-08-04 09:59
Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz...
I tak sobie z tym poradzimy.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#22 Jan Kran 2018-08-03 19:06
Tymi pomysłami konserwatystów powinna zająć się Unia Europejska, powinni zwyczajnie ich skarcić, upomnieć, bez różnicy, w każdym razie powinni jasno dać znać, że takie inicjatywy nie są w Unii Europejskiej tolerowane.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#21 Gaweł 2018-08-03 14:07
Cytuję vega:
każda strzelba czy pistolet raz w roku strzela i podobnie z konserwami, a że nie mają dla wyborcy konkretów do zaproponowania to podejmują swój stały temat: mniejszości narodowe i jak im "pomóc".


Vega masz zdecydowaną rację. Konserwy nie mają żadnego pomysłu dla Litwy a AWPL wręcz odwrotnie co popiera składanymi projektami
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#20 mac56 2018-08-03 11:16
Badania pokazują, że wiedza jest najlepiej przyswajana w języku ojczystym, tak więc propozycja konserwatystów, moim zdaniem, ma za zadanie osłabienie potencjału intelektualnego mniejszości narodowych, ograniczenie im dostępu do uczelni wyższych itp. W każdym razie nie ma na celu naszego dobra...
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#19 vega 2018-08-03 09:56
każda strzelba czy pistolet raz w roku strzela i podobnie z konserwami, a że nie mają dla wyborcy konkretów do zaproponowania to podejmują swój stały temat: mniejszości narodowe i jak im "pomóc".
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#18 Edward N. 2018-08-03 07:54
Ciekawe, czy konserwy zebrałyby tyle podpisów pod swoim dyskryminującym pomysłem ile ZPL za sprawą Tomaszewskiego zebrał dla Minority SafePack Initiative.

"Do niedawna, główne informacje na temat zbierania podpisów rozpowszechniały organizacje pozarządowe, efekty ich działań były niestety znikome. Przez rok trwania akcji podpisowej zebrano zaledwie 140 podpisów, co groziło fiaskiem tej inicjatywy na Litwie, ponieważ minimalny próg ilości podpisów wymagany dla naszego kraju wynosi 8250 podpisów. Wówczas w całą akcję włączyły się struktury Związku Polaków na Litwie. Z apelem o podpisywanie petycji zwrócił się do mieszkańców Wileńszczyzny poseł Waldemar Tomaszewski. Dopiero wtedy liczba zebranych podpisów gwałtownie wzrosła.

Jak poinformowała Renata Sobieska, koordynator inicjatywy zbierania podpisów, w ciągu zaledwie dziesięciu dni zebrano ponad 12,5 tysiąca podpisów, w tym poprzez Internet około 7500 podpisów, a na formularzach w formie papierowej ponad 5000 podpisów. Tym samym dzięki ZPL, ta ważna europejska inicjatywa została uratowana, a liczba podpisów przekroczyła z dużą nadwyżką niezbędną ich liczbę, wymaganą dla Litwy. Zebranie tak dużej ilości podpisów, bo aż 12500 w tak krótkim czasie, pokazało wielką sprawność organizacyjną ZPL. Dzięki temu cała akcja zakończyła się sukcesem."
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#17 Lajkonik 2018-08-03 07:50
Chyba Parlament Europejski musi znowu upomnieć nacjonalistów litewskich

http://l24.lt/pl/polityka/item/110993-prawa-jezykowe-polakow-na-litwie-kolejna-interwencja-pe
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#16 Joza 2018-08-03 07:46
Litwa ewidentnie łamie unijne przepisy dotyczące mniejszości narodowych, a działania konserwatystów są jawnie dyskryminujące. Co na to UE. Rozumiem, że dopóki jest to pobożne życzenie szowinistycznych polityków, ciężko jest wyciągać konsekwencje, ale pogrozić palcem już można.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#15 Belfer 2018-08-03 07:42
Dążą do tego co zrobili ukraińcy, którzy całkowicie zakazali nauki w językach mniejszości narodowych.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz