Niebezpieczna gra dla Europy

2018-01-02, 22:59
Oceń ten artykuł
(4 głosów)
prof. dr. hab. Mieczysław Ryba prof. dr. hab. Mieczysław Ryba Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Rok 2017 dobiega końca, mija też 12. rok rządów Angeli Merkel nad Odrą. Czy to ostatni rok rządów obecnej kanclerz Niemiec?

– Istnieje takie ryzyko. Jeśli nie będzie nowych wyborów w Niemczech, to – jak się wydaje – Angela Merkel znów będzie kanclerzem. Chyba że nastąpi powrót do wcześniejszych rozmów koalicyjnych we wcześniejszym składzie, czyli partie chadeckie CDU/CSU, liberałowie z FDP i Zieloni, z tym że liberałowie stawiają warunek, że ewentualnym kanclerzem ze strony CDU nie może być Angela Merkel. W związku z tym wszystko może się wydarzyć łącznie z przyspieszonymi wyborami. Mówiąc krótko, mamy do czynienia z bardzo niespodziewaną sytuacją chaosu czy pata politycznego na wydawałoby się ustabilizowanej od wielu lat scenie politycznej w Niemczech. Kraj o bardzo dobrych wynikach gospodarczych i sukcesach w tej materii – nagle – w politycznej przestrzeni przeżywa poważny kryzys.

Blisko połowa Niemców nie jest zadowolona z rządów swojej kanclerz…

– Kanclerz Angela Merkel bardzo naraziła się społeczności niemieckiej polityką otwartych drzwi dla uchodźców, polityką migracyjną. Po pierwsze, decyzje kanclerz Niemiec nie zostały uzgodnione z nikim w Europie, a po drugie, działania te nie zostały poprzedzone konsultacjami ze społeczeństwem niemieckim. Warto też wziąć pod uwagę, że Niemcy – w dużym stopniu – odreagowują, żeby nie powiedzieć biorą odwet za kłamstwa i oszukiwanie przez media i w ogóle cały establishment, które milczały wobec sytuacji bardzo niebezpiecznych zagrażających zdrowiu czy życiu związanych z aktami przemocy czy gwałtów jak chociażby w ubiegłym roku w Kolonii ze strony imigrantów muzułmańskich. To wszystko – jak pamiętamy – się nasilało, dochodziło nawet do sytuacji, kiedy Niemcy bali się wieczorami wychodzić na ulice swoich miast. Tymczasem w mediach mówiono, że wszystko jest w porządku. Ten rodzaj zakłamania pokazujący brak wolności niemieckich mediów, czy wręcz uzależnienia ich od władzy, tak mocno rozmijał się z rzeczywistością, że ludzie odreagowali w dwojaki sposób. Z jednej strony oddali głosy na liberałów z FDP, czyli pojawiła się na niemieckiej scenie politycznej partia, która w sprawach fundamentalnych mówi zupełnie innym głosem niż dotychczasowa scena polityczna, a po drugie – odreagowali negatywnym stosunkiem do Angeli Merkel, co widać w sondażach, które są nieprzychylne dla obecnej kanclerz. Pytanie tylko, jak z tej niełatwej sytuacji wybrnie partia CDU/CSU i sama Angela Merkel.

Czy odejście Angeli Merkel mogłoby zakończyć ten polityczny pat trwający w Niemczech od września?

– Realizacja takiego scenariusza z pewnością odblokowałaby mniejsze ugrupowania. FDP wprost oskarża Merkel, że takie rozmowy nie doszły do skutku. Być może Angela Merkel chciała ponownej koalicji z SPD z uwagi na to, że uważała, iż jej i prezydenta Francji Emmanuela Macrona federalistyczna wizja tworzenia superpaństwa europejskiego najpełniej może się ziścić właśnie w tej wielkiej koalicji. Odpowiadając wprost na pana pytanie – rzeczywiście jest możliwość, że Merkel jako szef CDU poda się do dymisji, a w jej miejsce pojawi się nowy lider, ktoś, kto uzyska nowy kredyt zaufania. Wydaje się, że sytuacja jest dynamiczna i wiele otwartych scenariuszy. Pewne jest to, że sytuacja na niemieckiej scenie politycznej nie może się ustabilizować. Oczywiście wielka koalicja CDU/CSU, FDP i Zieloni nadal jest możliwa. Pamiętajmy, że w sondażach traci nie tylko Angela Merkel, ale traci też SPD, co skądinąd trudno się dziwić wyborcom tej partii, skoro przez długi czas przebywanie w koalicji z CDU/CSU spowodowało, że ludzie nie bardzo rozróżniają, czy i czym różni się program jednej i drugiej partii. W tej sytuacji poparcie dla większego ugrupowania rośnie, a mniejszego maleje. To wszystko pokazuje, że Niemcy tkwią w klinczu czy pacie politycznym.

Czy obecne niemieckie elity są w stanie podjąć decyzje, które byłyby nie tylko personalnym nowym otwarciem, ale również programowym, które odpowiadałoby oczekiwaniom społeczeństwa niemieckiego i nie tylko?

– Trudno powiedzieć. Angela Merkel, chcąc pokazać, że wciąż dzierży prymat „cesarzowej Europy”, zdecydowała się skłonić Komisję Europejską do uruchomienia przeciwko Polsce art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Pamiętamy wspólne oświadczenie Merkel i Macrona, co pokazuje pozycję i siłę niemieckiej kanclerz w Europie, i jak mocno wpływa na decyzje podejmowane przez unijnych komisarzy. Jest to bardzo niebezpieczna gra dla Europy, a z drugiej strony gra, która nie wiadomo, czy przyniesie oczekiwane korzyści samej CDU i całemu układowi, który rządzi w Niemczech.

Jak brak stabilności na niemieckiej scenie politycznej może wpłynąć na sytuację w Europie?

– Cały czas mamy brnięcie Niemiec w złym kierunku. Wali się wiele rzeczy, a część krajów nie idzie po politycznej linii Berlina. Przypomnę tylko wybory w Austrii, które są nie po myśli Niemiec, nie po myśli Niemiec wybory w Czechach, całkowicie nie po myśli Niemiec wybory w Polsce – to wszystko świadczy, że coś w Europie pęka, że model integracji zbiurokratyzowanej, scentralizowanej się nie przyjął. Również polityka migracyjna poniosła kompletne fiasko i wciąż wywołuje wstrząsy. W tej sytuacji pytanie brzmi, czy Niemcy są w stanie – na nowo – zdefiniować swoją politykę i uznać podmiotowość innych krajów, czy może razem z Francją będą brnęły do przyspieszenia centralizacji Europy, póki jeszcze mają ku temu możliwości?

W jakim kierunku może się ta sytuacja rozwinąć?

– Póki co widać, że Angela Merkel chce realizować ten scenariusz z Emmanuelem Macronem, a to jest bardzo niebezpieczne, bo wywołuje oczywisty opór – szczególnie opór społeczny. Taka polityka może nawet pogrzebać Unię Europejską w starym stylu. W tym sensie sytuacja jest można powiedzieć mocno rozregulowana.

Jak na tym tle rysuje się sytuacja Polski?

– Sytuacja Polski na tle innych unijnych, zwłaszcza zachodnich krajów takich jak chociażby Niemcy jest dużo jaśniejsza. W Polsce w przeciwieństwie do Niemiec mamy stabilny rząd i stabilną większość parlamentarną, a państwo w wielu obszarach systematycznie się rozwija. Niemcy mogą o tym tylko pomarzyć. Wiele zależy od tego, w jakim kierunku pójdą Niemcy, zależy od tego, czy establishment jest w stanie podjąć refleksję nad błędami, których było co niemiara.

Wspomniał Pan Profesor, że niemiecka polityka może pogrzebać Unię Europejską. W związku z tym, czy Unia potrafi funkcjonować bez Niemiec?

– W tym starym stylu oczywiście nie. Przypomnę, że Niemcy są największym płatnikiem netto do wspólnego budżetu UE, ponadto Niemcy mają strategiczne, geopolityczne położenie, wreszcie Niemcy są największą gospodarką unijną itd. W związku z tym jeśli Niemcy kiedykolwiek zdecydowałyby się wyjść ze struktur europejskich, to oznaczałoby to powstanie nowych konstelacji, nowej Unii, w nowym rozdaniu. Tak czy inaczej na wiele scenariuszy trzeba być przygotowanym, bo porządek, jaki dzisiaj obserwujemy za kilka, czy kilkanaście lat może wyglądać zupełnie inaczej. Proszę zwrócić uwagę, że jeśli bierzemy pod uwagę obecność w Bundestagu AfD, czyli Alternatywy dla Niemiec, a więc partii w klasycznym znaczeniu antyestablishmentowej, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę politykę migracyjną, to nie oznacza tylko, że ci politycy inaczej się wypowiadają w niemieckim parlamencie, ale ich głos jest obecny i słyszany na różnych forach i co więcej – ten głos się przebija. To pokazuje, że wraz z tym ugrupowaniem inaczej definiowana jest niemiecka polityka.

Czym to może zaowocować za kilka czy kilkanaście lat?

– Trudno powiedzieć. Niemcy: czy to kanclerz Angela Merkel czy w ogóle establishment tego kraju dotychczas nie byli w stanie wyciągnąć wniosków z popełnionych błędów i cofnąć się choćby o krok. Proszę zwrócić uwagę, że gigantyczny błąd w postaci otwartych granic dla imigracji muzułmańskiej owocuje agresywną reakcją w stosunku do Polski, a nie naprawą popełnionego błędu. Niestety po tamtej stronie nie ma refleksji, na próżno liczyć na przemyślenia, czy taki sposób prowadzenia Europy jest słuszny, natomiast odreagowuje się na kraju, który jest słabszy albo który miał rację w tym sporze. Jeśli w taki sposób będą wyglądały działania, to trudno się dziwić, że będzie to wywoływać poczucie spotęgowanej niesprawiedliwości i to nie tylko w Polsce, ale również w innych europejskich krajach. A to z kolei musi zaowocować odruchami odśrodkowymi. I jeśli taki ruch odśrodkowy pojawia się jako poważna siła w Niemczech, to cóż dopiero powiedzieć o krajach, które są poddawane takiej presji.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki
logo nasz dziennik

Komentarze   

 
#26 B.O. 2018-01-15 20:59
49 proc. obywateli należących do Unii Europejskiej krajów Europy Środkowo-Wschodniej jest niezadowolonych z przywódców Unii Europejskiej i prowadzonej przez nich polityki - podano w najnowszym badaniu opinii. Mam nadzieję, że to odbije się w przyszłorocznych wyborach
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#25 Jarema 2018-01-08 20:36
Te wszystkie groźby ze strony Niemiec i plucie komunisty Schulza (w SPD prym wiódł np Karol Marks) to częściowo efekt puszczonej w eter informacji o możliwych reparacjach. Jednakże większym powodem jest to, że w Polska twardo trzyma się boga i katolickich wartości, które takie osobniki jak Schulz chcą zniszczyć
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#24 Magik 2018-01-06 10:27
Czas zakończyć prywatę kilku polityków, którzy z UE zrobili swój prywatny folwark, na miarę orwellowskiego. Europa będzie albo chrześcijańska albo nie będzie jej wcale.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#23 do 20# 2018-01-05 15:44
chciałbym zaznaczyć, że Brexit nastąpi dopiero 29 marca 2019 roku. Piszę z |Birmingham i poza prasowymi przepychankami na ten temat nic się nie zmieniło. A umowy są negocjowane. Ten kraj zalali imigranci, którzy w odróżnieniu do Polaków nie chcą pracować, a żyją z zasiłku i niszczą gospodarkę i kulturę
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#22 Andrea 2018-01-04 19:34
O tym jakie to niebezpieczeństwo- nie tylko ideologiczne, ale i fizyczne- przekonali się ostatnio Francuzi i biedna, niewinna policjantka, która jest ofiarą polityki Macrona i Merkel. Ciekawe dlaczego media tak przemilczały ten bezprecedensowy atak? Dlaczego ludzie mają cierpieć, bo kilku dyktatorom uroiło się coś w głowie?
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#21 Do 8/15 2018-01-04 19:27
hehehe

"Brytyjczycy wyszli z Unii i już sobie w brodę plują" - skąd podobne bzdury???


Do drzwi Unii pukają kolejne państwa, myślisz że z głupoty?- tak jak Polska z obietnic o demokracji, ale także ze sporej kasy w początkowych latach - nie przeczę to jest ogromny plus. A kto się pcha? Turcja?
Ukraina? Polska w UE to będzie przy tych roszczeniowych państwach pikuś.


Jak na razie do Wspólnoty Niepodległych Państw nikt się nie pcha... - nie sądziłem, że w czyjejś świadomości to jeszcze funkcjonuje
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#20 08/15 2018-01-03 05:10
Cytuję Paweł:
Cytuję 08/15:
Niektórzy marzą o rozpadzie UE. Zapominają, że Niemcy w UE /i NATO/ są jednak pod pewną kontrolą i muszą się liczyć ze zdaniem innych - mniej lub bardziej. Po rozpadzie UE Niemców już nikt nie będzie kontrolował. Potęga gospodarcza i polityczna Niemiec błyskawicznie będzie mogła być uzupełniona przez potęgę militarną. Niemcy tej swojej potęgi militarnej nie muszą użyć - wystarczy, że będzie. I wtedy dopiero zostaną hegemonem w Europie. Warto o takim scenariuszu pamiętać.


Poraża logika. Tkwić w czymś co prowadzi do rozpadu Europy za sprawą Niemców, po to aby mieć nad nimi niby kontrolę???


Unia się nie rozpadnie, zwłaszcza z powodu Niemców.Brytyjczycy wyszli z Unii i już sobie w brodę plują.Do drzwi Unii pukają kolejne państwa, myślisz że z głupoty? Jak na razie do Wspólnoty Niepodległych Państw nikt się nie pcha...
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#19 1Q84 2018-01-02 20:59
„14 osób powracających ze sprawowanych o północy nabożeństw na rozpoczęcie Nowego Roku w stanie Rivers w południowej części Nigerii padło ofiarą zamachowców, strzelających do bezbronnych ludzi” – podaje „The Guardian”.



Bandyci w poniedziałek krótko po północy otworzyli ogień do grupy chrześcijan powracających z nabożeństw noworocznych. Na miejscu zginęło czternaście osób, a 12, które odniosły rany postrzałowe, przewieziono do szpitala i otrzymują pomoc lekarską.

Czy możecie sobie wyobrazić, że tacy ludzie przedostają się do Europy. I proszę sobie wyobrazić co by się stało, gdyby ofiarami byli muzułmanie? Każde media by trąbiły o "katolickim fanatyku". A tu? Cisza
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#18 Jacek 2018-01-02 19:44
Wiele mądrości płynie tego artykułu. Zastanawiam się czy ci rządzący, o których się wspomina robią to z taką premedytacją z głupoty czy po prostu nie mają żadnych wartości
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#17 Marek z Tallina 2018-01-02 10:52
Kiedyś obowiązywała zasada jednomyślności. Jeżeli jakiś kraj z czymś się nie zgadzał to cofano projekt do poprawek. Dziś piętnuje się inne zdanie. Ma być tak jak chce Unia Niemiecko-Francuska. I nie ważne czy innym krajom to się podoba, mają być ZA. Bo jak nie to "są przeciwnicy unii, którzy dążą do rozbicia", "musimy mówić jednym (niemiecko-francuskim) głosem", "musimy być solidarni (z Merkel i Macronem)"

Dzisiejsza polityka kilku państw powoduje rozpad unii.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz

radiowilnowhite

 

 

Miejsce na Twoją reklamę
300x250px
Lietuva 24Litwa 24Литва 24Lithuania 24